Osobowość symbiotyczna czy psychopatia. Jak błędy diagnozy dokonanej przez profesjonalistów grożą życiu i zdrowiu pacjen

W swoim bardzo dobrym artykule „Kobiety jak kotlety” D. Maciejasz i I. Hajnosz opisały w GW dość przerażająca historię lekarza laryngologa, który najpierw zabił żonę tłuczkiem do mięsa, potem seksualnie nadużywał pacjentki, na chwilę stracił prawo wykonywania zawodu ale wkrótce je znów odzyskał. Jak?

Dzięki komisji lekarskiej, która zaleciła mu kurację psychiatryczną, a następnie w oparciu o diagnozę lekarza psychiatry przywróciła prawo wykonywania zawodu. Wkrótce zaatakował kolejne pacjentki, a niedoszłą ofiarę, która zgłosiła fakt policji, próbował porwać, a może zabić. Miał przygotowany tłuczek do mięsa, nóż, taśmę klejącą i oświadczenie o fałszywych zeznaniach. Kobieta dzięki pomocy postronnych ocalała.
Komisja lekarska miała oczywiste prawo i zapewne obowiązek oprzeć decyzję na diagnozie psychiatry. Ale owa diagnoza budzi przerażenie. Mianowicie, skądinąd utytułowany, psychiatra postawił owemu przestępcy rozpoznanie „osobowość symbiotyczna, którą cechuje misja nadmiernej pomocy” i orzekł, że choć molestował, to nie chciał wyrządzić krzywdy, więc może leczyć dalej.
Trzeba wyraźnie powiedzieć: to nie jest diagnoza zgodna z obowiązującym w Polsce systemem diagnozy nozologicznej ICD-10. Takiego czegoś nie ma w kategoriach, którymi mają obowiązek posługiwać się specjaliści z obszaru zdrowia psychicznego, stawiający diagnozę nozologiczną w naszym kraju . Jest to natomiast konstrukt wytworzony przez endemicznie rozpowszechnionego w Polsce S. Johnsona. Poza Polską twórczość S. Johnsona nie znalazła uznania w środowisku zawodowym.
Zasadniczą kwestią jednak jest fakt, że doświadczony psychiatra nie zadał sobie pytania, na jakie odpowiedź zna każdy adept kursu diagnozy nozologicznej: jak zaklasyfikować człowieka, który zamordował w okrutny sposób własną żonę i seksualnie molestował pacjentki. Mamy zasadniczo dwie hipotezy diagnostyczne: osobowość antyspołeczna (potocznie nazywana psychopatią) lub osobowość borderline. Oba te zaburzenia osobowości cechuje defekt samokontroli, nazywany impulsywnością. Ale psychopata raczej zabija instrumentalnie, by osiągnąć jakąś korzyść finansową albo prawną, a osoba z rysami antyspołecznymi w osobowości borderline, raczej zabije z zemsty, w afekcie, tracąc kontrolę nad sobą. W osobowości antyspołecznej mamy do czynienia z brakiem poczucia winy i wyrzutów sumienia, u osoby borderline z rysami antyspołecznymi jakieś sumienie jest obecne. Cóż z tego, gdy po fakcie.



Każda z powyższych diagnoz wskazuje, że tak zaburzony człowiek jest bardzo niebezpieczny dla otoczenia. Co oznacza, że nie powinien wykonywać zawodu lekarza ani innych zawodów zaufania publicznego. A stosując kryteria zdroworozsądkowe: Czy ktokolwiek z nas powierzyłby np. zdrowie swojej córki komuś, kto zamordował żonę tłuczkiem i molestował seksualnie pacjentki, nawet jeśli czynił to z „misji nadmiernej pomocy”?
Kolejną prawidłowością znaną „każdemu dziecku”, każdemu adeptowi psychopatologii jest, że psychoterapia psychopatów jest nieskuteczna. (A leki tym bardziej nie wyleczą zaburzeń osobowości). No to wygląda, że wspomniany psychiatra wykluczył osobowość antyspołeczną i uznał optymistycznie zabójcę za wyleczonego. Jak wskazały późniejsze fakty – zupełnie niesłusznie.
Popełnianie błędów przez diagnostów zdarza się – wszyscy jesteśmy ludźmi. Ale w tak skrajnym przypadku oczywistą oczywistością byłoby zasięgnięcie przez komisję lekarską opinii specjalisty z innego środowiska, niezajmującego się leczeniem owego laryngologa!
Skoro komisje tak nie robią, to strach się bać. Jasno widać, że w systemie orzeczniczym jest defekt. Molestowane pacjentki tamtego laryngologa miały prawo oczekiwać pomocy, nie gwałtu, porwania, czy zabicia tłuczkiem. Dziennikarze nie wykonają pracy za diagnostów. Ale chwała dziennikarkom za ich pracę. A jako psychoterapeuci musimy upowszechniać wiedzę o psychopatologii i o diagnozie, by dać ludziom szansę podejmowania bezpiecznych dla nich decyzji w takiej służbie zdrowia, jaką mamy. Na ile się da. Na koniec rada: jeśli czujesz strach przed lekarzem, psychoterapeutą, fizjoterapeutą czy jakimkolwiek specjalistą – nie lecz się u niego i odejdź szybko, nawet jeśli obawy się wydają irracjonalne, bo to przecież taka szacowna osoba. Lęk jest często „trzewną”, intuicyjną reakcją na psychopatę. Nasz intelekt bywa w skrajnych sytuacjach mniej pomocny, niż pierwotne, cielesne odczucia. Niedoszła ofiara, opisana w artykule, zaufała swoim odczuciom, uciekła z gabinetu laryngologa i ocalała.
Trwa ładowanie komentarzy...