Grupa naTemat

Pierwsze spotkanie z psychoterapeutą i co jest potem

Pierwsze spotkanie nie jest psychoterapią. Ale zawiera pewne jej elementy. Część pacjentów już po tej konsultacji czuje ulgę i nadzieję. Jednak zasadniczo chodzi o to, by zrozumieć, na czym polega twój kłopot, jakie są jego uwarunkowania i jak najlepiej można Ci pomóc. Ta praca może zająć kilka sesji.

Psychoterapeuta najpierw przeprowadzi z tobą wywiad. Nie zawsze wygląda on tak samo; niektórzy psychoterapeuci raczej będą chcieli usłyszeć twoją historię, inni bardziej będą zadawać konkretne pytania; zależy to od modalności terapeutycznej, jaką uprawiają.
Ale każdy z nich oceni, czy masz jakieś zaburzenie psychiczne czy nie. Zapyta cię o stan zdrowia, leki lub narkotyki, jakie zażywasz. Jeśli miałeś kiedyś próbę samobójczą, uszkadzasz się, robisz coś niebezpiecznego, byłeś leczony psychiatrycznie – zapewne poświęci temu więcej czasu, bo będzie chciał ocenić, na ile zagrożone jest twoje życie lub zdrowie.
Ważne jest żebyś nie pominął informacji o takich zdarzeniach – psychoterapeuta nie jest Duchem Świętym i im lepiej Cię pozna, tym lepiej będzie Ci mógł pomóc. Mnie zdarzyło się, że pacjentka ukryła przede mną skrajne odchudzanie, inna zaś nie powiedziała o niebezpiecznej próbie samobójczej sprzed paru tygodni. Jeśli tak zrobisz, psychoterapeuta zostanie wprowadzony w błąd co do twojej diagnozy i ci nie pomoże.
Czasem nie będzie chciał dłuższych opisów kwestii subiektywnie ważnych dla ciebie, a nieproduktywnych na etapie konsultacji; oszczędzając w ten sposób wasz czas, a twoje pieniądze (lub pieniądze podatnika).


Psychoterapeuta może pytać cię o rzeczy, które są pozornie niezwiązane z tym, z czym przychodzisz. Warto zaufać, że to ma sens, choć z początku może się wydawać niezrozumiałe. Ale tak jest i u lekarza: pacjent z postrzałem skarży się, że go boli noga, a lekarz chce leczyć jego kręgosłup. Można się oburzać i sprzeczać – gdzie noga, a gdzie kręgosłup – ale lepiej założyć, że na medycynie zna się lepiej niż my, i pozwolić się wyleczyć.

W czasie spotkania konsultujący cię psychoterapeuta powinien powiedzieć ci jak rozumie twój kłopot, jak cię diagnozuje i czy widzi możliwość psychoterapii.
Może uzna, że powinieneś jeszcze spotkać się z lekarzem ogólnym, jeśli twoje dolegliwości mogą mieć podłoże somatyczne. Może cię skierować dodatkowo do seksuologa, psychiatry, neuropsychologa, czy innego specjalisty itp., żeby wykluczyć choroby, które mogą być przyczyną twoich trudności. Bo jeśli np. masz nadczynność tarczycy i objawy lękowe, albo masz depresję i niewykrytą obturacyjną chorobę płuc, to przede wszystkim trzeba leczyć te choroby i nie prowadzić psychoterapii zamiast. Bo mogłoby się to źle skończyć. Więc lepiej na zimne dmuchać. Inna rzecz, że psychoterapia prowadzona wspomagająco wobec leczenia choroby somatycznej, często je wzmacnia i dla dobra pacjentów, np. onkologicznych czy kardiologicznych, szpitale powinny zatrudniać psychoterapeutów, a nie jak obecnie, tylko psychologów klinicznych, którzy choć wykształceni w swojej dyscyplinie, z definicji nie są przygotowani do prowadzenia rzeczywistej psychoterapii.

Konsultujący może zaprezentować kilka zróżnicowanych możliwości dalszego leczenia i przedyskutować z Tobą ich zalety i wady. Albo może z kolei ocenić, że w danym momencie psychoterapia nie jest dla ciebie odpowiednia lub, że nie masz predyspozycji do niej i jedynie byś tracił czas i/ lub pieniądze. Wtedy ci o tym powie.
Jeśli psychoterapeuta Cię dobrze zrozumiał, poczujesz ulgę i, prawdopodobnie, nadzieję.

A właściwie, czym jest ta psychoterapia

Wiele osób, które nigdy nie były w psychoterapii, ale przeczuwają, że to coś dla nich, próbują sobie wyobrazić ją na podstawie filmów Woody Allena, kabaretów zamierzonych i niezamierzonych, czyli seriali, relacji znajomych itp. Ale bardzo trudno jest komuś, kto nigdy nie jadł czekolady, opowiedzieć czym jest czekolada – można tłumaczyć, że słodka, że trochę jak miód, ale inaczej, że konsystencji surowego ziemniaka, ale mniej chrupka, a w kolorze...no mniejsza z tym. Dopóki nie doświadczy, może jedynie sobie wyobrażać.
A przecież żeby się na coś zdecydować, potrzebujemy, choć w jakiejś mierze, doświadczeniowo tę aktywność poznać, by nie kupować kota w worku.
Dlatego często na pierwszym spotkaniu mówię, że psychoterapia przypomina naukę języka obcego. Gdy uczeń przychodzi do nauczyciela języka angielskiego, czy wystarczy chęć szczera, czy trzeba czegoś więcej? Ćwiczenia, prawda? Czy wystarczy, że tylko nauczyciel będzie aktywny? Nie. Potrzeba by uczeń wykonywał zadania, był aktywny na lekcji, oglądał filmy, czytał, mówił i pisał. I poświęcał dożo czasu poza lekcjami na kontakt z językiem. Więc nauczyciel jest odpowiedzialny za profesjonalne, ciekawe lekcje, tworzenie sytuacji w których uczeń sie może nauczyć i dawanie inspirujących, dostosowanych do psychiki ucznia zadań. Reszta możliwości jest po stronie ucznia.

A ujmując istotę psychoterapii metaforą transportową: praca psychoterapeutyczna do wykonania to wóz, psychoterapeuta to woźnica, a pacjent jest...koniem. Woźnica nie powinien brać na plecy konia i wozu, tylko kierować pracą konia. Jeśli koń próbuje powozić woźnicą, przedsięwzięcie się słabo udaje, a z kolei wóz z samym woźnicą nigdzie nie pojedzie. Dobry woźnica, pracowity koń, no i odpowiednie obciążenie – wtedy się uda.

Jak długo będzie trwała psychoterapia?

To zależy od twojej determinacji, „talentu” do psychoterapii, od tego na ile trudności, jakie zgłaszasz, są zakorzenione w twoim charakterze i jaki jest ten twój charakter, od zgrania z psychoterapeutą i wielu innych czynników po stronie psychoterapeuty. Ale rzadko kiedy jest to krócej niż 3 miesiące, choć bywa, zwłaszcza z pacjentami, którzy wcześniej skończyli psychoterapię, że wystarczy 1 sesja.
Po 3- 6 miesiącach większość ludzi widzi znaczącą poprawę.
Dobrym prognostykiem jest zauważenie pozytywnej zmiany w ciągu pierwszych 3 (a według innych naukowców 3 - 8) spotkań. Jeśli takiej pozytywnej zmiany nie ma, to już nie będzie – z tym psychoterapeutą. To wiemy z badań. Więc na początku dajmy czas sobie i psychoterapeucie, ale nie za długi. Z moich doświadczeń 4 spotkania to dość długo by ujawniły się najważniejsze wątki i dość krótko, by zakończyć nierokującą relację terapeutyczną.
Zwykle właśnie pierwszych kilka spotkań to pogłębione sesje konsultacyjne, rodzaj próbnej psychoterapii, gdzie sprawdza czy ten konkretny pacjent z tym psychoterapeutą może zrobić postęp. I praktyka kliniczna i badania naukowe nam mówią, że czasem te dwie osoby są po prostu niedobrane i lepiej zmienić psychoterapeutę niż całkiem zrezygnować z leczenia.

Im bardziej długotrwałe są twoje kłopoty, im bardziej dotyczą wielu obszarów życia, np. i małżeństwa, i dzieci, i pracy, i stanu zdrowia, tym dłuższej psychoterapii możesz się spodziewać. Krótko mówiąc: psychoterapia powinna trwać od jednej sesji do kilku lat.
Pamiętaj – te spotkania mogą być przyjemne, trudne, kojące, wprowadzające zamęt, zaskakujące, a nawet wkurzające – ale nie nudne. Czasem żeby mogło się polepszyć, najpierw się musi pogorszyć. Dzieje się tak, bo odsłaniają się te rzeczy, które są trudne i których próbujemy unikać. Więc nie zawsze jesteśmy zachwyceni konfrontując się z nimi.

Jak poznać, że mi się poprawia

W psychoterapii zmieniamy się powoli. W końcu nikt z nas nie chciałby myjąc rano zęby zobaczyć w lustrze obcego człowieka zamiast siebie. Na szczęście to niemożliwe. Gdy robimy postępy, subiektywnie możemy mieć wrażenie, że to ludzie wokół nas się zmieniają, a nie my. Czasem przejściowo „łapiemy doła”, gdy dociera do nas, że nie jesteśmy tacy fajni, za jakich się uważaliśmy. Bo ta utrata złudzeń boli. Boli też, gdy zdajemy sobie sprawę, że zadajemy ból tym, których kochamy. Boli, gdy nabieramy pokory wobec tego, czego zmienić nie możemy.
Ale w tym pierwszym, często najtrudniejszym okresie psychoterapii pomaga, że zaczynamy odczuwać więcej siły i odwagi. Możemy odbierać to tak, że co prawda nasze ciężary są takie same, ale nam jest je łatwiej nieść.
Stopniowo zaczynamy doświadczać więcej życzliwości i miłości – do ludzi i ze strony ludzi. I więcej spokoju. Osoby, których kłopotem były zmienne emocje dostrzegają, że są bardziej stabilne.
W tej dalszej części psychoterapii częściej możemy czuć, ze zbieramy owoce tego co początkowo było trudne.
Jeżeli mieliśmy jakieś objawy, nie oczekujmy, że od razu znikną. Objawy to sygnał dla nas, że coś złego dzieje się z naszym życiem. „Stłucz pan termometr, nie będziesz pan mieć gorączki”, proponował niegdyś ironicznie Lech Wałęsa.
Ale tłumienie objawów, np. poprzez zażywanie substancji psychoaktywnych, czy leków, odcina nas od ważnych sygnałów alarmowych. Czasem alarm nas ogłusza i próbujemy go chwilowo ściszyć, ale wyłączanie bez zajęcia się przyczyną nie na wiele się zdaje.
Z drugiej strony, objawy to proteza jaką nasza psychika wytwarza, by sobie poradzić z czymś nieznośnym. Pomysł by osobie ze złamaną nogą wyrwać z rąk kule, wydaje się okrutny. I niepomocny. Bo kule to jedyny sposób jaki ma, by jakoś funkcjonować. Objawy ustąpią, gdy zniknie ich potrzeba, gdy zmieni się nasza „konstrukcja”. A najpierw zajmiemy się tym co do nich prowadzi.

Czy możesz zadawać pytania i mówić psychoterapeucie czego chcesz

Tak, jak najbardziej. Warto być aktywnym. Psychoterapeuta nie zawsze spełni twoje konkretne oczekiwanie, bo jego nadrzędnym celem jest pomoc, ale na pewno weźmie pod uwagę to co mówisz.

Podsumowując: na pierwsze spotkanie zabierz dokumentację medyczną, jeśli masz za sobą leczenie psychiatryczne i opakowania leków, jakie aktualnie zażywasz. Bądź w miarę możliwości (medycznych) wolny od wpływu substancji wpływających na psychikę, by psychoterapeuta obcował z tobą jaki jesteś naprawdę. Bądź szczery – tylko wtedy gdy psychoterapeuta ma dostęp do twoich przeżyć i myśli – będzie ci mógł pomóc. Mów o tym co jest ważne dla ciebie, nawet jeśli jest ci trudno, nie trać czasu na sprawy, które cię nie poruszają. Te spotkania powinny być dla ciebie ciekawe i stymulujące, co nie znaczy, że łatwe. Ale na pewno nie nudne.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj